Domniemania i konfabulacje
Za ciemną kurtyną nieboskłonu istnieje świat pełen tajemnic i cudowności – przestrzeń zakryta, przemierzana przez samotne sondy kosmiczne, które są jedynymi świadkami irracjonalnej doskonałości wszechświata.
Twórczość Przemysława Pokrywki to zaproszenie do tego nieznanego wymiaru, który mimo swojej nieuchwytnej natury staje się realny na jego obrazach. W cyklu Domniemania i konfabulacje każde płótno to anatomia rzeczywistości – metafora w zapisie iluzji oraz wariacji z krwi i kości eksperymentu artystycznego, którą można odczytywać jako sposób doświadczania tego, co nieuchwytne. W kosmicznej rzeczywistości artysty nie ma żadnych szlaków prowadzących do celu. Jest tylko kształt, wciąż zmieniający swoją formę i barwę.
Proponowane wizje wszechświata są jednak uporządkowaną konstrukcją, za pomocą której twórca próbuje opowiadać o tym, co wymyka się możliwościom naszego poznania. Sięgając po uniwersalne motywy – konstelacje, gwiazdy, planety oraz wyobrażone pozaziemskie pojazdy, Pokrywka prowadzi nas przez rewiry pełne niewytłumaczalnych, niezbadanych i hipotetycznych toposów.
Pomimo niezwykłej tematyki, w podejmowanych działaniach artysta nie rezygnuje z tradycyjnych odniesień. W jego malarstwie odnaleźć można wyraźne inspiracje nauką, religią, popkulturą i filozofią. Elementy te łączą się w wielowarstwowej narracji osadzonej między pergaminowym kosmosem ze średniowiecznych wyobrażeń a kinem science – fiction, pełnej kodów i pytań towarzyszących podróży ku nieznanemu. A same obrazy, mimo że pozbawione realnych kształtów, stanowią nośniki wyczuwalnych sugestii i egzystencjalnych refleksji.
W budowie swojej opowieści Pokrywka sięga po narzędzia pozwalające widzowi wyjść poza znaną nam fizyczność. Abstrakcja – choć dominująca na poziomie plastycznym – nie stanowi tu warstwy nadrzędnej, lecz pełni rolę środka wyrazu, który umożliwia odkrywanie głębszych treści. Poszczególne kompozycje wyobrażają i odsłaniają exempla z pogranicza absurdu oraz pomosty, którymi należy się poruszać, by choć przez moment poczuć ewolucję prowadzącą do ich poznania. Docieranie do sedna dzieła i przekazu to poetyka języka malarskiego. Objawia się ona poprzez syntezę formy, uogólnienia oraz redukcję szczegółów, które kierują uwagę ku istocie przedstawienia.
Obrazy zachowują narracyjny charakter i osadzone są w rzeczywistości rozpiętej między indywidualnym postrzeganiem a wspólnotą wyobrażeń. Tworzą przestrzeń dialogu ze współczesnością, w którym kluczową rolę odgrywa erudycja widza oraz jego kulturowe skojarzenia. Widać tu wpływy kina, a także nawiązania do literackiej twórczości Stanisława Lema czy Kurta Vonneguta, oraz sensacyjność czerpiącą z publicystyki, doniesień prasowych, reportaży i informacji internetowych.
Chcąc dokonać szerszej charakterystyki malarstwa Przemysława Pokrywki, należy wskazać na artystyczne doktryny inspirowane teoriami Wasilija Kandinskiego oraz malarstwo Stanisława Fijałkowskiego, Stefana Gierowskiego czy Tadeusza Brzozowskiego, mogące stanowić punkt odniesienia dla omawianej propozycji. W kontekście podejmowanych przez artystę działań, szczególnie istotne wydają się myśli zawarte w publikacji „Punkt i linia a płaszczyzna”, które trafnie odnoszą się do tej twórczości: „[…] Malarz żywi się wrażeniami zewnętrznymi, przetwarza je w swym wnętrzu, co składa się na fantazję. Rezultatem jest dzieło. […] Malarz abstrakcyjny poddaje się inspiracjom niedowolnej części natury, lecz natury we wszystkich jej najróżniejszych przejawach, które w nim się gromadzą i doprowadzają do powstania dzieła. Taka baza poszukuje odpowiedniej formy wyrazu, to znaczy bezprzedmiotowej. Forma abstrakcyjna jest szersza, bardziej dowolna i bogatsza treściowo niż przedmiotowa. To jest istota całej sprawy. Wybór formy należy pozostawić artyście i mniej się do niej przywiązywać.[…]”.
W swojej sztuce Pokrywka, czerpiąc z abstrakcyjnych tradycji, łączy elementy naukowe, artystyczne i intymne. Efektem tego jest dzieło, w którym wzajemne przenikanie się liryki i metafory, zestawione z esencjonalnym rdzeniem abstrakcji, tworzy przestrzeń pełną tajemnicy. Artysta nawiązuje w ten sposób do koncepcji rozwijanych przez wspomnianych mistrzów polskiej sztuki nieprzedstawiającej, nadając im nowy, osobisty wymiar.
Dychotomiczna architektura obrazów sprawia, że w pracach z cyklu Domniemania i konfabulacje możemy odnajdywać także echa filozofii Nietzschego, gdzie idea piękna i harmonii, symbolizująca porządek świata, ściera się z mroczną, ekspresyjną naturą dążącą do ujawnienia sedna prawdy. Brak przedstawień jednoznacznie realistycznych sprawia, że obrazy stają się enigmatycznymi konstrukcjami kolorów i form, w których nieznane sfery mają potężną moc wywoływania emocji. Nie jest to jednak sztuka spontaniczna i wrażeniowa. Wręcz przeciwnie. Dzieło Pokrywki jest wynikiem intelektualnej kreacji, w której racjonalność wpływa na estetykę obrazu.
W tym kontekście szczególnego znaczenia wobec działań artysty nabiera teoria Jana Łukasiewicza, polskiego uczonego i filozofa, który akcentował rolę logiki w komunikacji. Twierdząc, że „logika jest moralnością myśli i języka”, traktował ją jako narzędzie organizujące myśli, nadające im spójność i porządek. Pokrywka dokonuje swoistej parafrazy tego stwierdzenia, przenosząc tę ideę na grunt malarstwa i udowadniając, że logika stanowi również „moralność obrazu”. Przyznając jej rolę porządkującą, wydziela w strukturze obrazu miejsce dla przestrzeni i formy, dla wyobrażenia i faktu, dla prawdy i fałszu, wszystko to systematyzując za pomocą geometrii. Jego obrazy opierają się na napięciach, które powstają w wyniku gry między swobodą interpretacji a analitycznym myśleniem. Jak podkreśla artysta – znaczenie formy zawiera się w niej samej i opiera na geometrii, która stanowi metamalarski kręgosłup wypowiedzi, panujący nad żywiołem ekspresji.
Odwołując się do tej myśli, należy podkreślić, że w twórczości Przemysława Pokrywki istotnym elementem dociekań artystycznych pozostaje język plastyczny oparty na elementach geometrycznych, które zgodnie z przekonaniem Pitagorasa stanowią fundament struktury Wszechświata. W cyklu Domniemania i konfabulacje wzajemne relacje brył i figur – stożków, kul, kół, linii prostych, skosów, łuków i owali – stają się kluczowym elementem budującym treść przekazu. Poszczególne obrazy eksplorują intuicyjne granice geometrii, tworząc nowe relacje w ramach wyznaczonych narracji. W ten sposób angażują widza w złożoną grę znaczeń i form, otwierając przestrzeń do różnych interpretacji i wielopoziomowego dialogu.
Istotną rolę w tym procesie odgrywa kolor, który łączy racjonalność naukowego porządku z tym, co niepoznawalne, niepokojące lub niejasne. Przeważają tu szarości i błękity, stonowana zieleń, czernie, odcienie brązu, beże, żółcie oraz akcenty ciężkiej czerwieni. Ich zestawienie, wysublimowanie kolorystyczne skontrastowane z wyrazistą, nierzadko surową barwą, wzmacnia atmosferę i emocjonalny przekaz prac.
Za pomocą tych środków wyrazu artysta buduje i niejako porządkuje kosmos, tworząc wizje nieznanych galaktyk i nietkniętych ludzką ręką światów, które nawiązują do sztuki etnicznej Bliskiego Wschodu i Australii. Obrazy wyrażają nie tylko pragnienie oswojenia mrocznej, budzącej lęk otchłani kosmosu, ale także fascynację jego niezgłębionym charakterem. Przedstawione sceny i figury zdają się straszyć, a zarazem przyciągają głębią tajemnicy. Intensywne kolory tworzą dynamiczne spektrum iluzji, w którym wyraźne formy rozpływają się, przywodząc na myśl potęgę wszechświata uchwyconego w malarskiej strukturze.
Przykładem realizacji które dobrze ilustrują omawiane aspekty twórczości Przemysława Pokrywki, są kompozycje pt.: Anomalia, Odloty i powroty oraz Nawiedzony dom.
Pierwszy z wymienionych obrazów, Anomalia, którego nastrój kieruje interpretację ku wymiarowi sakralnemu i duchowemu, ukazuje kosmos jako przestworze potęgi i tajemnicy. Ascetyczna konstrukcja i powściągliwa kolorystyka podkreśla powagę sił natury, sugerując ich rolę jako nosiciela niewyrażalnej, uniwersalnej mocy. Przestrzeń na obrazie zdaje się nie mieć początku ani końca, uosabiając wieczność i nieskończoność. Artysta wprowadza do niej zestaw uporządkowanych kształtów, które stanowią punkty odniesienia wobec przytłaczającej potęgi nieba. W swym charakterze dzieło przypomina ikonę, a jego transcendentny wymiar podkreślają linie i geometryczne podziały tworzące prostokątne motywy. Można je odczytać jako portal lub bramę do innego wymiaru, otwierającą przejście w bezczas, ku wieczności.
Nieco inaczej interpretować można kosmos w pracy Odloty i powroty. Obraz ten mocniej odwołuje się do kultury science fiction, której synonimem jest UFO. Jego wzbudzająca sensację obecność, sugeruje, że nie jesteśmy sami – jedyni i wyjątkowi. Aura obrazu jest iluzoryczna, zatrzymuje ruch niczym plafony w barkowych pałacach. Oto ujęta jest chwila odlotu czy przylotu pozaziemskiego obiektu. Zaskakujący moment, ewenement niepasujący do naszego porządku świata. Za chwilę pojazdy znikną, ale pozostanie wspomnienie, legenda i trwoga. Pozostając w zawieszeniu między ciężarem i lekkością, między spokojem a niepewnością, dostrzegamy mocno zgeometryzowany i uporządkowany świat. Figury oparte na formie stożków są masywne i wyraźnie odciskają się na strukturze obrazu, podporządkowując sobie otaczającą przestrzeń. Ich obecność ma niemal hipnotyczny efekt, wywołując w widzu zarówno fascynację, jak i lęk przed nieznaną technologią i skutkami jej pojawienia się.
W przedstawieniu Nawiedzony dom odnajdujemy mitologiczne ślady etnicznych wierzeń, stworów i bóstw. Kształty nadnaturalne, nawiązujące do opływowych, wybrzuszonych i pękatych figur, mogą przywodzić na myśl tajemnicze reliefy ze ścian starożytnych świątyń, które według niektórych wierzeń mają być pamiątkami po kosmicznych odwiedzinach sprzed tysiącleci. Obraz ten, stanowiąc studium nad istotami biologicznymi, wzbudza zarówno strach, jak i podziw. Atmosfera dzieła przywodzi na myśl pradawne rytuały oraz strach plemiennych ludów przed nieznanym złem przybywającym z dalekich otchłani. W surowych, zaokrąglonych liniach oraz dominującej błękitnej barwie artysta zawiera moc, która nabiera intensywności dzięki efektowi mirażu. Błękit jest tutaj kolorem o agresywnym charakterze, mocno związanym z uczuciem lęku i potrzebą obrony. Choć przedstawiony na płótnie twór jest fikcyjny, oparty na popkulturowych kalkach wywiedzionych z kina i komiksu, potrafi przerażać do szpiku kości.
Jakkolwiek wszystkie z wymienionych realizacji różnią się bezpośrednimi źródłami inspiracji, ich tożsamość ideowa i spójność estetyczna pozostaje wyraźnie widoczna. A każda z nich przybliża nas do zrozumienia sposobu, w jaki autor przenika granice tego, co niepoznawalne. I sformułowanie to z powodzeniem rozciągnąć można na całość opisywanego cyklu, który, proponując odmienną perspektywę spojrzenia na świat, konsekwentnie prowadzi nas ku rozważaniom nad naturą bytu.
Działania Przemysława Pokrywki dotykają spraw umykających ziemskiej rzeczywistości. Artysta nie stara się odwzorować świata, lecz podejmuje próbę analizy fundamentalnej prawdy o wszechświecie i egzystencji człowieka. W swojej praktyce malarskiej odkrywa obszary aluzyjnych wyobrażeń, gdzie archetypy, sny, marzenia i tajemnice kosmosu odnajdują swój wyraz w wypowiedzi zawieszonej między osobistym, intymnym uniwersum, a ulotnym wymiarem transcendencji. To domniemanie naukowe i konfabulacja science-fiction, oryginalna mieszanka wizji z mass mediów i mistycznego literackiego niepokoju, która prowokuje do zadawania pytań o nas samych i nasze miejsce we wszechświecie.
W tej przestrzeni, gdzie realne spotyka się z hipotetycznym, kryje się istota całej koncepcji balansującej pomiędzy tym, co wiemy, a tym, co dopiero próbujemy zrozumieć. W jej efekcie rodzi się sztuka, która nie tylko interpretuje rzeczywistość, ale na nowo definiuje jej granice.
Marta Półtorak
(w: Domniemania i konfabulacje. Malarstwo Przemysława Pokrywki / Akademia Tarnowska, 2025)
Mocne strony nietrwałej sztuki
Przemysław Pokrywka zwrócił uwagę już jako student Wydziału Sztuki Uniwersytetu Rzeszowskiego. Skupiony, pracowity, odpowiedzialny, dobry organizator, obdarzony nie tylko plastycznym talentem, ale i ciekawym intelektem oraz darem precyzyjnego i barwnego wyrażania swych myśli – zaprzeczał stereotypowym wizerunkom szalonego, oderwanego od świata, narcystycznego artysty. Jego wczesna dojrzałość, wyrażająca się przede wszystkim poważnym i odpowiedzialnym stosunkiem do własnej twórczości, pojmowanej od początku jako ciężka praca nad sobą i dziełem, miała po trosze źródło w atmosferze rodzinnego domu. Pochodzi bowiem ze znanego artystycznego klanu Pokrywków, którego znakiem firmowym jest łączenie plastyki z aktywnością teatralną. Wzrastanie w takim otoczeniu sprzyjało wczesnemu rozpoznaniu i rozwojowi jego talentu plastycznego, ale też od zarania poznawał sztukę od jej przyziemnej strony: dylematów i mozołu tworzenia, meandrów kariery, destrukcyjnego wpływu kosztownej (pod każdym względem) profesji na relacje z bliskimi oraz środowiskowych konfliktów. Mogę sobie wyobrazić, że zaczynał twórczą drogę bez specjalnych złudzeń, z góry przewidując, że artystyczne spełnienie i sukces będą czymś przypadkowym i rzadkim, jak jasne światło i rozległy widok, który czeka w górze, gdy pokonamy już z mozołem i lękiem setki krętych schodów zamkowej wieży.
Może taki stan ducha, w którym młodzieńcze nadzieje zmagają się z przeczuciami przyszłych frustracji, wyraził się w charakterze i nastroju jego wczesnych prac… Już w stojących na wysokim poziomie obrazach z czasów studenckich oraz świetnym dyplomie (cyklu monochromatycznych kompozycji zatytułowanych „Cień”) zwracała uwagę jego predylekcja do barw ciemnych i ziemskich – gęstych i mrocznych szarości, zieleni, brązów. Wizualny ciężar i wrażenie monumentalności potęgowały duże rozmiary kompozycji oraz stosowane do dziś przez artystę (np. w cyklu „Dialektyka” z lat 2008–2010) zabiegi zgęszczenia ich materialnej struktury za pomocą piasku, metalu, drewna i drobnych przedmiotów. Już wówczas można było dostrzec, że fascynuje go monumentalna architektura i trwałe struktury nieorganiczne, zwłaszcza te, które są dziełem człowieka, jak mury, ruiny czy bruk.
Czyniąc duży skrót myślowy – jego rozumienie sztuki jest związane ze stroną symbolicznego „Bizancjum”, nie romantycznego „słowika”. W tym paradygmacie twórczość nie wyrasta z natury, nie jest wyrazem jej ducha i jej „pieśnią”. Jest, jak napisała Wisława Szymborska: „zemstą ręki śmiertelnej”, wymierzoną przeciw jej bezwzględnym prawom – przemijaniu, śmierci, destrukcji. Od malarstwa jaskiniowego i sumeryjskich zikkuratów sztuka zaklina naturę i współzawodniczy z nią, zaś artysta stara się tworzyć formy odporne na działanie czasu, odwołujące się do sfery wiecznych idei.
Tak spróbowałabym interpretować zamysł ostatniego cyklu prac Pokrywki „Zaginione miasto” (2012), zainspirowanych egzotyczną podróżą do Azji i zwiedzeniem skrytego w dżungli kompleksu starożytnych świątyń w Angkor. Artysta stworzył geometryczne wieloboki – duże puzzle w kolorze zgniłej zieleni, wzorowane prawdopodobnie na porośniętych mchem fragmentach prastarych murów, z którymi połączył delikatne roślinne badyle. Skonfrontował ze sobą dwie odmienne „formy wieczności” – stworzone ręką człowieka i będące dziełem natury. Potęgę nieorganicznego tworu, stawiającego przez stulecia opór niszczącemu żywiołowi przyrody połączył z kruchym szkieletem organicznej formy, która trwa, mimo iż jej życie przeminęło, przekwitły kwiaty, opadły liście i owoce. Praca skłania do refleksji o losie artysty i stworzonych przez niego dzieł, o aksjomatach dawnej sztuki, znającej „sekrety form odpornych na działanie czasu” – wybłyskuje mi z pamięci fraza ze znanego wiersza Zbigniewa Herberta, biadającego nad współczesną poezją, z której, jego zdaniem: „niewiele zostanie”.
Cytuję te słowa nieprzypadkowo – komplementarnym skrzydłem twórczości Pokrywki jest artystyczna refleksja nad charakterem współczesnej kultury, której plonem był obszerny cykl obrazów i asamblaży zaprezentowany na wystawie „Chaos. Chili. Galimatias” (2007). Wykonane w technikach własnych kompozycje były stylistycznie różnorodne, co w zamierzeniu autora miało konotować chaotyczną różnorodność nie tylko współczesnej sztuki, ale przede wszystkim ikonosfery, w której żyjemy. Kompozycje ukazywały różne dziedziny współczesności: hipermarketową komercyjność i zalew byle jakich towarów, które zmieniają się w krótkim czasie w tony zasypujących nas śmieci; formy językowej ekspresji (reklamowe slogany i wszechobecne „bluzgi”); powierzchowną religijność ery późnej nowoczesności, którą celnie wyrażały multiplikacje jasnogórskiego obrazu; manię podróżowania i problem zarobkowej emigracji młodych Polaków.
Oba skrzydła poszukiwań twórcy wyraziły się w jego działaniach w przestrzeni publicznej – artystycznych interwencjach z cyklu „Przedmieścia” i pięknej pracy w ramach projektu „Labirynt Wolności” (powiększonym w skali papierowym samolociku). Pokrywka jest bowiem modelowym artystą współczesnym, który swobodnie przekracza granice nurtów, gatunków i rodzajów sztuki. W obu projektach mierzył się różnymi współczesnymi przestrzeniami i były to działania wobec architektury. Manifestowały się w nich różne sposoby istnienia sztuki: jej moce terapeutyczne i sublimujące, problematyzacja codzienności i dar budzenia w widzach krytycyzmu oraz chęci zmiany stanu rzeczy, świadomość, że można w jej obiektach wyrazić marzenia o wolności, nieśmiertelności i nostalgicznym pięknie, które kryją w sobie formy okaleczone przez upływ czasu. Przemysław Pokrywka potrafi zaintrygować i skłonić do refleksji, a te cechy wydają się być najmocniejszą stroną współczesnej „nietrwałej” sztuki.
Magdalena Rabizo-Birek
(w: Sztuka Podkarpacia tom III / Podkarpacka Zachęta, 2013)
Dialogi z przestrzenią
W grudniu ub. roku i styczniu 2012 roku, w Galerii Sztuki Współczesnej w Przemyślu prezentowano jedenastą już edycję odbywającej się w ramach autorskich projektów ekspozycji Artefakty. Wątek przewodni wystawy odnosi się do szeroko pojętej transgresji, która zdaje się być jedną z prymarnych zasad aktu twórczego. Wśród zaproszonych do udziału w projekcie autorów jest Przemysław Pokrywka, absolwent Wydziału Sztuki Uniwersytetu Rzeszowskiego, artysta nieustannie ponawiający swym dziełem dyskurs z ustalonymi normami.
W zależności od dyscypliny i rodzaju medium, jakie wykorzystuje w twórczej realizacji, owo dotykanie momentów granicznych przybiera wciąż nową postać. Już w okresie studiów w Uniwersytecie Rzeszowskim wykazał się niezwykłą dojrzałością w realizacji własnej koncepcji dyplomu, w zakresie malarstwa. Eksperymentował wówczas z materią, określił zdecydowanie interesujące go relacje układów barwnych, które znamionują nadal jego twórczość. Charakterystyczną cechą obrazowania Przemysława Pokrywki stał się także nieustanny dialog, który artysta prowadzi z przestrzenią. Iluzja przeniesiona z rzeczywistości zostaje zaanektowana i przetworzona przez iluzję malarską. W ten sposób tworzą się nowe treści, rodzą się zaskakujące pola (miejsca) nowego dyskursu. Figuracja i abstrakcja w obrazach Pokrywki nie są to rzeczywistości opozycyjne, ale kreują przenikający się, rytmiczny układ. Artysta potrafi zachować równowagę pomiędzy matematyką konstruktywnego myślenia i intuicyjnością. Sprawia to, iż jego obrazy przyciągają nas swoistą tajemnicą poszukiwania prawdy o przestrzeni, o naszym miejscu w tym świecie, o zakorzenionych w nas symbolach. Wspomniany dialog jest możliwy, gdyż – pomimo różnorodnej percepcji – łączą nas te same źródła. Pokrywka do tych źródeł zdaje się docierać, odsłania je, oczyszcza. Sztuka jest bowiem tą dziedziną, gdzie remake rzeczywistości, staje się jej esencją, elementarną prawdą o niej.
Także rysunek jest dla Przemysława Pokrywki tą dziedziną, która już w swych podstawowych elementach oferuje nieograniczone możliwości interpretacyjne i analityczne. Fenomen rysunku, jego ascetyczna natura absorbuje wyobraźnię artysty, pozwala traktować obraz jako przestrzeń graniczną, w której zostawiony ślad zachowuje pierwotną ostrość przekazu, intensywność komunikatu i jest swoistym signum obecności.
Zainteresowanie artysty interakcją form wobec przestrzeni stało się impulsem do uczestnictwa i podjęcia realizacji w ramach projektu Przedmieścia (…) Miejscami, gdzie ów projekt zaistniał materialnie była przestrzeń miejska Krakowa, Ostrawy i Wiednia. Ogólnie można rzec, iż działania artysty w ramach tego projektu miały na celu kondensację określonych myśli, wywołanie pewnych procesów wewnętrznych w widzach, uruchomienie ich wyobraźni. Pamiętając cały czas o wizualnej stronie tych działań w wymiarze sztuki, możemy określić ów projekt jako artystyczno-socjologiczny. W Wiedniu była to instalacja pod nazwą Dreamland, którą tworzyło symboliczne osiedle małych jednorodzinnych domków, z kwadratem własnego trawnika, jak pisał autor: „odwołujących się do marzeń i pragnień mieszkańców blokowisk”. W Ostrawie, w przestrzeniach „postindustrialnego śmietnika”, pomiędzy blokami artysta ustawił instalację przestrzenną złożoną z czarnych, trójwymiarowych, równoległobocznych obiektów, niepokojąco kontrastujących z otoczeniem, lecz równocześnie wpisujących się w nie. Trzeci etap projektu, realizowany w przestrzeni krakowskiego parku stał się miejscem zaistnienia instalacji pod nazwą Leżaki. W zabytkowej, na wpół zrujnowanej szpitalnej „leżakowni” artysta ustawił dysfunkcjonalne obiekty, leżaki, które miały skłaniać do otwarcia myślenia i redefinicji zastanej rzeczywistości.
Imponująca aktywność twórcza łączy się u Przemysława Pokrywki z talentem organizacyjnym w podejmowaniu wielu inicjatyw z zakresu sztuki. W czasie studiów był współzałożycielem prężnie działającego do tej pory Koła Naukowo-Artystycznego „Razem”, podejmując się organizacji wystaw międzyuczelnianych, przeglądów plastycznych oraz aukcji charytatywnych, warsztatów i plenerów środowiskowych. Udziela się wówczas także jako autor tekstów krytycznych i recenzji publikowanych w „Gazecie Uniwersyteckiej” i kwartalniku literacko-artystycznym „Fraza”. Od roku 2007 jest zawodowo związany z Centrum Sztuki Współczesnej „Solvay” w Krakowie, gdzie odpowiada za jego działalność wystawienniczą (…)
Przemysław Pokrywka jest twórcą wszechstronnym, realizującym się także w dziedzinie projektowania graficznego dla teatru. Jest również autorem koncepcji scenograficznych do spektakli „Ide pešek około”(2005) i „Staré lásky” (2007), realizowanych przez Teatr NO-TAK ze Stropkova na Słowacji oraz „Iwony, Księżniczki Burgunda” (Scena Propozycji – 2012) i kukieł wykorzystanych w inscenizacji sztuki Sławomira Mrożka pt. „Indyk” (Scena Propozycji – 2006).
Na scenie współczesnej polskiej sztuki szczególną wartość stanowią młodzi twórcy łączący dojrzałą koncepcję artystyczną z pogłębioną refleksją o kondycji kultury i jej mechanizmach. Artyści poszukujący własnych obszarów definiowania rzeczywistości poprzez dzieło sztuki, odkrywania jej wymiarów dla dzisiejszego odbiorcy, a do takich z pewnością należy Przemysław Pokrywka.
Marlena Makiel-Hędrzak
(w: Gazeta Uniwersytecka nr 1-2 / 2012)
(…) Twórczość Przemysława Pokrywki jest osadzona w dwudziestowiecznej tradycji i prowadzi z nią twórczy, nie pozbawiony oryginalnych cech dialog. (…) Artysta z jednakową swobodą czerpie językowe inspiracje zarówno z osiągnięć sztuki figuratywnej, jak i z abstrakcyjnych osiągnięć malarstwa materii. Z dużą intuicją morfologiczną spełnia się twórczo w obu tych strefach stylistycznych; w niektórych sytuacjach mieszając morfologie obu konwencji.
Za główne cechy twórczości Pokrywki uznałbym syntetyzm kompozycyjny mocno zgeometryzowanych struktur oraz wysokiej próby „malarskość” pól barwnych, kompozycyjnie dyscyplinowanych przez ten syntetyzm.
Gdy więc artysta maluje swe „pejzażowe zamyślenia”, czy motyw martwej natury albo motyw aktu, obrazowe efekty tych artystycznych medytacji niemal zawsze są dalece wyabstrahowaną ideą wyjściowych tematów. Podobnie wygląda to również wtedy, gdy tworzy kompozycje abstrakcyjne, które na ogół czyta się jako syntetyczne sublimaty przetworzonej figuracji.
Przemysław Pokrywka wybrał jeden z najtrudniejszych sposobów plastycznej artykulacji (…) i wręcz modelowo – jako medytujący go praktyk – spełnia się w tym zakresie. Proces ten wspierają: umiłowanie pracy, powaga artystyczna, duża kultura kompozycyjna i kolorystyczna – wreszcie: dociekliwość twórcza.
Czegóż więcej trzeba? Żadnego „więcej” być już nie może, bo mamy tutaj wszystko, czego potrzeba artyście w drodze do twórczej samorealizacji!
Tadeusz G. Wiktor
(w: Gazeta Uniwersytecka nr 3/34 / 2005)